Nieprzeczytane posty

Re: Palmapalma i prosty na moście.

11
Jaki tam poemat - raczej wypociny przy wspomnieniach. To są odgrzewane kotlety, bo pisałem kilka lat temu po powrocie z Dominikany. Teraz zamiast rajzować po świecie, to siedzę przy kompie i sobie tak wspominam. Bo jak inaczej można spędzać czas w covidowej rzeczywistości.

Re: Palmapalma i prosty na moście.

12
Mysle ze ciekawymi inpiracjami do pisania sa informacje turystyczne na naszym forum, gdzie kilkoro z nas wrzuca linki do najciekawszych informacji. Niektóre z nich az sie prosza o opinie i sugestie. Mysle ze wlasnie z taka iniciatywom powstala ta sekcja, polecam.

https://podroze-forum.pl/viewforum.php?f=112

Na koniec prawdziwa perelka, nie wiem czy przegladales te sekcje, polecam

https://podroze-forum.pl/viewtopic.php?f=21&t=14100

Re: Palmapalma i prosty na moście.

15
Prosty na moście

Palemko, nie przejmuj się moim teściem, on nie jest zły, jemu chodziło o dobro córki Ach, żebym jej nie zrobił dziecka w trakcie podróży na Hispaniolę. To jest rejs od rana do wieczora i naiwny teściu nie pomyślał, że zagrożenie może być nadal. Moja Skło nie zezwoliła na naszą podróż. Ona jest bardziej bystra od swojego ojca.

Możesz śmiało przyjechać na naszą rajską wyspę do wielogwiazdkowca, kiedy będzie ukończony. Nigdzie tyle gwiazdek nie spotkasz, co u nas, bo zawieszę ich całe mnóstwo. Oprócz gwiazdek, słoneczka zrobię, bo słońce tutaj ma rangę bóstwa. Z bóstwem słońcem to miałem mrożącą krew w żyłach przygodę, że o mało co życia nie postradałem.

Opowiem ci jak było, a było ze mną krucho. To wszystko przez słońce, które jest bardzo żarłoczne i żądne krwi. Ludzkiej krwi.
A właściwie to przez ciebie palemko, bo posłuchałem twojej rady z tą misją zbawczą na rzecz ofiar trzęsienia ziemi na Haiti. Powiedziałem teściowi, jak zasugerowałaś, że modlić się można tu, na Saonie i równie skutecznie pomóc poszkodowanym i zmarłym. Teściu odrzekł -hmmmm.
Wiedziałem, że ten pomysł mu się spodobał, bo na twarzy malowało mu się zadowolenie i sądziłem, że z tego powodu, iż nie musi wysyłać swej córki w tak niebezpieczną podróż. Jakże się myliłem i stwierdziłem, że bardzo mało znam swojego teścia i ich zwyczaje plemienne. Teść przyjaznym, ale stanowczym głosem powiedział do mnie - będziesz karmił słońce!
Kiedy usłyszeli to współplemieńcy, we wiosce zapanowała ogólna radość, a nawet tańce z okazji tego, co miało nastąpić.

Rytuał był następujący: Dwóch wojowników posadziło mnie na tronie i przywiązali sznurami do specjalnych klamer, by w akcie karmienia słońca nie przyszło mi do głowy, aby przerwać uroczystość. Tron było to wydrążone w skale zagłębienie, z którego wychodziła wąska rynna na urwisko skalne skierowane ku południowemu słońcu. W samo południe miało mi być wyjęte serce z klatki piersiowej i wzniesione ku słońcu przez kapłana i przywódcy plemiennego - mojego teścia. Krew z mojego ciała miała popłynąć rynną na skały i rozlać się, by ubłagać boga słońca, aby wstawił się za zmarłymi Haitańczykami. Nie można się dziwić ich zwyczajom, bo pochodzą w prostej linii od Azteków, a wiemy, jakie ofiary czynili z ludzi.

Kiedy tak leżałem przywiązany do tronu, miałem nadzieję, że to mi się śni, albo uczestniczę w strasznej komedii, w końcu żyję w cywilizowanych czasach i Saona zbytnio nie odbiega od tej cywilizacji. Te nadzieje okazały się płonne, kiedy ujrzałem zbliżających się dwóch wojowników z ogromnym nożem. Wpadłem w szał i zacząłem się drzeć w niebogłosy, uzmysławiając sobie grozę sytuacji i moją bezsilność. To zachęciło oprawców i ucieszyło, bo ofiara musi być świadoma i radować się, że została wybrańcem do wypełnienia misji. Te warunki spełniłem, południe nastało i widzę tych dwóch od serca, by mi je wyjąć.

Ostrze noża wojownik przyłożył do mojej lewej piersi i lekko naciskając, zrobił na skórze ślad, w który następnie miał się zagłębić nóż.
Nagle taniec z okrzykami dzikich ustał, bo miał nadejść kulminacyjny moment wyjęcia mojego serca i podarowania bogowi słońca. Widziałem, jak mój oprawca zamachnął się, by jednym precyzyjnym ruchem ręki dokonać dzieła nakarmienia boga słońca.
Nie wiem, co dalej się działo, bo nastąpiła ciemność. Nic nie widziałem i sądziłem, że to z bólu, albo upływu krwi tak się dzieje. Pomyślałem że jeszcze trochę i będzie po wszystkim, lecz tak się nie stało, bo nadal żyję i uświadomiłem sobie, że mam głowę nakrytą jakąś tkaniną. Po chwili usłyszałem - "Mój ci jest, mój ci jest"

Czy umarłem i znalazłem się w średniowieczu, albo u Sienkiewicza na kolacji? Nie, to działo się naprawdę. Po zdjęciu mi płótna z głowy sprawa się rypła, bo zobaczyłem Indian skręcających się w pół ze śmiechu, a u wezgłowia stała moja Skło, lecz poważna. Po uwolnieniu mnie z więzów oszołomiony przy pomocy Skło zwlokłem się z tronu .
Kiedy doszedłem do siebie, podczas wspólnego posiłku, zostałem zapoznany z ich kulturą i obrzędami religijnymi. Oni rzeczywiście są cywilizowanymi ludźmi.

palmapalma

Pojawiam się i znikam, i znikam, i znikam, mam na Twym punkcie bzika, mam bzika, mam bzika, daj się soba nacieszyć, nacieszyć, nacieszyć i siedem razy zgrzeszyć i zgrzeszyć i zgrzeszyć... chyba coś pokręciłam ale jakoś tak mi się przypomniał ten tekst, uznałam, ze adekwatny do charakteru naszej znajomości i stopnia zażyłości. Przy tak intensywnej budowie pewnie prace przy hotelowym szałasie już dobiegają końca, wkrótce Twoja temperamentna Indianka będzie Ciebie miała wyłącznie dla siebie. Już jej zazdroszczę tego stanu posiadania. A ja.. jestem sobie zwykła Palma, szumię i kokosami kuszę spragnionych napalonych. Lepiej Prosty trzymać się ode mnie z daleka, ja mam działanie destrukcyjne a mój autograf i tak nie ma żadnej wartości, no może poza sentymentalną..
ODPOWIEDZ

Wróć do „Przygody z wakacji”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość